Zrzut ekranu 2015-06-23 o 23.02.39

 

Gdzie można zbliżyć się bardziej do Boga niż pośród potęgi którą stworzył. Przebywając na co dzień w miastach mamy mało kontaktu z Bożymi dziełami, otaczają nas rzeczy stworzone głównie przez człowieka, dla tego tak łatwo nam o nim zapomnieć. Przytłaczają nas sprawy życia codziennego i trudno nam znaleźć chwilę na refleksje i zadumę. Często oddalamy się też od drugiego człowiek, zamykamy się na własne sprawy i budujemy sztuczne mury w okół siebie.

A na morzu, a na morzu jest całkiem inaczej, dlatego doświadczając przeżycia Rekolekcji Pod Żaglami w zeszłym roku postanowiliśmy zorganizować je ponownie.

 

I tym razem nie odbyło się bez przeszkód. Najpierw mieliśmy problem z frekwencją, ktoś się zapisywał, ktoś rezygnował z rejsu. Dwa dni przed wyjazdem brakowało nam do kompletu załogi jeszcze dwóch osób. Na dzień przed wyjazdem okazało się że jacht którym mieliśmy płynąć „Zjawa” nie przeszedł testów technicznych po remoncie… ale co się okazało CWM stanął na wysokości zadania i zorganizował nam drugi jacht (Bavarie 50), lepszy, większy, bardziej komfortowy, ale mniejszy, dokładnie o dwie brakujące osoby mniejszy ;-) Całe szczęście, bo kilka tygodni później „Zjawa” w swoim pierwszym rejsie po remoncie, kilkadziesiąt mil od brzegu zaczął tonąć, do akcji ratunkowej musiał być wezwany helikopter, na szczęście jacht uratowano i nikomu się nic nie stało, ale to samo mogło spotkać nas. I jak tu nie wierzyć w Bożą opatrzność…

Choć tak może pokazali by nas w telewizji ;-)

Tym razem towarzyszyło nam dwóch księży ks. Sławek i ks. Andrzej (miało być nawet trzech, ale niestety w ostatniej chwili jeden z nich musiał pozostać na parafii). Znak Chrześcijan to ryba i nasi księża czuli się na morzu jak ryby w wodzie, a może raczej jak rybacy Chrystusa, którzy otaczali nas swoją opiekę i służyli nam swoim czasem na rozmowy duchowe i spowiedź.

Było nas w sumie 11 osób + kapitan Rafał Klepacz. Młodzi i trochę starsi, w parach jak i samotnie bez drugiej połówki, każdy z nas miał trochę inny powód aby jechać na ten rejs, ale jeden na pewno był wspólny, wyciszenie się i poszukanie bliskości z Bogiem.

Piękno i potęga morza zbliżała nas do Boga, w nocy pod gwiazdami na pełnym morzu można było wręcz poczuć jego obecność, a podczas wietrznej pogody, fal i kiedy jacht mknął na żaglach czuło się jego potęgę. Jednakże najbardziej niesamowitymi momentami były Msze Święte, zarówno te na jachcie jak i na lądzie w małych starych, drewnianych kościółkach rybaków.

Nocne i poranne wachty były niesamowitym czasem wyciszenia i kontemplacji nad życiem, nad wiarą, nad pięknem otaczającego nas świata. Praca podczas wacht, zbliżała nas także jako ludzi do siebie. Na jachcie nie ma czasu na udawanie, na budowanie murów na sztuczne konwenanse. Każdy jest równy (oczywiście poza Kapitanem i oficerami ;-), więc każdy ma swoją część pracy do wykonania i jest za coś odpowiedzialny, każdy też mówi do siebie po imieniu. Najważniejsze jest bezpieczeństwo więc też każdy się wspiera i pomaga jak może.

Jedno czego możemy żałować to to, że trwało to tak krótko, niestety jacht musieliśmy oddać dzień wcześniej i nasze „duchowe żeglowanie” trwało krócej niż planowaliśmy, ale myślę że i po tym jednym dniu więcej byli byśmy nie do końca nasyceni. Więc kto wie, może spotkamy się za rok na kolejnych Rekolekcjach Pod Żaglami…